Blog
Kontekst
Antoni Dudek
Antoni Dudek Historyk i politolog
181 obserwujących 203 notki 730814 odsłon
Antoni Dudek, 21 grudnia 2015 r.

Rząd i opozycja brną w semantyczne bagno

Z prof. Antonim Dudkiem, politologiem i historykiem z UKSW, rozmawia Agaton Koziński

 

Jarosław Kaczyński użył metafory dzielącej Polaków na tych, którzy współpracowali z gestapo i z AK. Ma to jakieś osadzenie w historii?

Rozumiem, że prezes Kaczyński chciał po prostu odróżnić osoby związane z AK od tych, które współpracowały z gestapo, ale i tak tego typu zestawienia średnio mi się podobają. Nawet aluzje tego typu są bardzo niesympatyczne. Choć nie zmienia to faktu, że w przeszłości mieliśmy różne postaci: twórców konstytucji 3 maja i targowiczan, powstańców styczniowych i Wielopolskiego, a w czasie II wojny szmalcowników i tych, którzy ratowali Żydów. Nie ma  co udawać, że w Polsce nigdy nie było pewnej grupy osób zachowujących się podle. Ale nie akceptuję klucza, na podstawie którego Kaczyński przypisuje swoim zwolennikom chwałę, a swoim przeciwnikom – zdradę.

Akurat rolą polityka jest dzielić i umacniać przekonania własnych zwolenników. Pytanie tylko, czy operowanie takim językiem jest akceptowalne.

Właśnie ten brak proporcji w odniesieniach historycznych mnie najbardziej uderza. Nie tylko u prezesa PiS. Przecież były prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień opowiada, że obecna sytuacja przypomina mu rok 1933 i dojście Hitlera do władzy. To jakiś horrendalny nonsens, który kompromituje tego człowieka, a pośrednio uderza w wizerunek instytucji którą kierował.

Andrzej Duda został z kolei porównany do Wojciecha Jaruzelskiego. Demonstracja pod domem Jarosława Kaczyńskiego w rocznicę stanu wojennego też była formą porównania go z tym dyktatorem. Te przerysowania już procentują w opiniach zagranicą, na przykład Martin Schulz mówi o zamachu stanu w Polsce.

A do polityki wróciły znów oporniki jako symbol oporu wobec obecnej władzy – i wielu ludzi to akceptuje jakby nie zauważali, że kontekst się radykalnie zmienił. Rozumiem, że politycy lubią się odwoływać do różnych konwencji historycznych, ale po przekroczeniu pewnej granicy zamienia się to w groteskę. Dziś obie strony konfliktu politycznego brną w coraz głębiej w semantyczne bagno. I obawiam się, że to dopiero początek.

Początek? Już jesteśmy przy Hitlerze i gestapo. Czym można to przebić? Mocniejszy wydźwięk miałyby chyba tylko jakieś antysemickie wycieczki – ale one są w Polsce obłożone bardzo silnym tabu.

Zapomina pan jeszcze o całej palecie słów powszechnie uważanych za obraźliwe.

Pamiętam o nich – ale to są zwroty nieparlamentarne, dosłownie i w przenośni.

Podejrzewam, że już niedługo w parlamencie je usłyszymy. I oby tylko na tym się skończyło. Póki co w Polsce do starć ulicznych nie dochodzi, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby w przyszłym roku doszło do nich przy okazji kolejnych demonstracji – bo ich pewnie będzie wiele. Widać bowiem wyraźnie, że wpadliśmy w samonakręcającą się spiralę i nie za bardzo wiem, jak można by to zatrzymać.

Jeśli dobrze rozumiem, spodziewa się Pan niedługo w Sejmie ukraińskich standardów, czyli bójek między posłami.

To będzie kolejna faza, jeśli wcześniej dojdzie do starć na ulicach. Być może dojdziemy też do fazy trzeciej, czyli bójek w studiach telewizyjnych. Tak się dzieje, gdy kończą się słowa – wtedy pozostaje tylko argument pięści. Oczywiście, proszę nie traktować mnie jako podżegacza, nie chciałbym, aby sytuacja potoczyła się w tym kierunku. Nie można jednak tego wykluczyć.

Nakręca się spirala między dwoma obozami. Nie pierwszy raz zresztą. Czy Polska jest skazana na ciągłą rywalizację między dwoma obozami? Zawsze będą – symbolicznie rozumiane – trumny Piłsudskiego i Dmowskiego dzielące Polaków?

Polacy zawsze byli silnie podzieleni. Pierwszym historycznym przykładem takiej polaryzacji jest chyba konflikt biskupa Stanisława z królem Bolesławem Śmiałym, który przyniósł śmierć pierwszego i wygnanie z kraju drugiego. Mało jest materiałów źródłowych z tamtej epoki, nie wiemy, jakie były reakcje, ale jestem przekonany, że ten konflikt musiał silnie rezonować wśród Polaków i mocno ich polaryzować. Choć, oczywiście, proszę nie uznać, że próbuję szukać jakiś mostów między tamtym podziałem, a obecnym.

To gdzie szukać źródła obecnego podziału?

W końcu XIX w., kiedy zaczęły się rodzić współczesne ruchy polityczne. W pierwszej fazie wybuchł konflikt między ruchem narodowym i socjalistami – później ten drugi obóz został zastąpiony przez ruch Piłsudskiego, gdy ten z tramwaju o nazwie „socjalizm” wysiadł na przystanku o nazwie „niepodległość”. Ale generalnie cały okres międzywojenny został zdominowany przez podział między dwoma głównymi obozami: piłsudczykowskim i endeckim. Między tymi dwoma „trumnami” było też miejsce dla innych, zapełniali je choćby ludowcy, ale jednak gdy dziś patrzymy na te czasy, to widzimy głównie te dwa największe obozy.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Uwaga! Zmieniliśmy sposób komentowania, ale nadal możesz przeczytać stare komentarze do tego wpisu.

Zobacz komentarze

Tematy w dziale